Aktualności | 2012-03-09
Służby weterynaryjne w gotowości - wirus u granic

Służby weterynaryjne w gotowości - wirus u granic

Wirus atakuje głównie dorosłe bydło, ale także owce i kozy. W całej Europie jest już półtora tysiąca potwierdzonych ognisk choroby. – Objawy są nie specyficzne, gorączka, spadek mleczności, biegunka. A więc nie są to objawy, które by wskazywały że to wirus Schmallenberg – tłumaczy dr Krzysztof Śmietanka z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach.

Z najnowszych, niepublikowanych dotąd danych, wynika, że wirus Schmallenberg zbliża się do naszego kraju. Dwa duże ogniska stwierdzono tuż przy zachodniej granicy Polski. Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach badania próbek może zacząć w każdej chwili. – Badania będą prowadzone wówczas, kiedy podejmie taką decyzję Główny lekarz Weterynarii – deklaruje dr Krzysztof Niemczuk z PIW w Puławach. Główny Lekarz Weterynarii cały czas monitoruje rozwój choroby i przyznaje, że problem jest poważny. – Unia Europejska zastanawia się, czy swoboda przemieszczania, a taką przecież mamy na terenie Wspólnoty, nie doprowadziła do rozniesienia wirusa po całej Europie – mówi Janusz Związek, Główny Lekarz Weterynarii.

Podobny problem mają także Rosjanie, którzy kupują duże ilości żywych zwierząt w Unii Europejskiej. Teraz i oni zastanawiają się, czy w ten sposób nie przywieźli wirusa do siebie. Choć na razie nie ma tam ani jednego potwierdzonego przypadku. Polskie służby cały czas prowadzą monitoring i jak na razie uspokajają. – Z gospodarstw, w których wykryto wirus Schmallenberg, w Wielkiej Brytanii, Holandii, Francji czy Niemiec, od 1 czerwca 2011 roku nie wprowadzano zwierząt do Polski – twierdzi Związek. Szef Inspekcji Weterynaryjnej przypomniał też o obowiązku zgłaszania ewentualnych podejrzeń choroby oraz wprowadził wzmożony nadzór państwowych inspektorów weterynarii.

Wirus Schmallenberg to nowa choroba, która nie została jeszcze dokładnie zbadana. Po raz pierwszy wykryto ją w listopadzie zeszłego roku w Instytucie Friedricha Loefflera. Chora krowa pochodziła z jednego z gospodarstw w miejscowości Schmallenberg w Nadrenii Północnej–Westfalii. Stąd nazwa choroby. Ponieważ nie ma jej na oficjalnych listach unijnych chorób zakaźnych nie ma też dokładnych procedur jak ją zwalczać. Poszkodowani rolnicy, którym padną zwierzęta nie mogą także liczyć na rekompensaty ze strony swoich rządów czy Unii Europejskiej.

(Źródło: TVP AgroInfo)