Aktualności | 2011-07-12
Mongolia węglem pachnąca

Mongolia węglem pachnąca

Prawo do eksploatacji uzyskały amerykański koncern Peabody Energy, konsorcjum chińskiej Shenhua i japońskiej Mitsui oraz joint venture, w skład którego obok rosyjskich kolei RŻD wchodzi osiem firm z Korei Płd. i Japonii. Chodzi o dostęp do części złoża Tawantolgoj o nazwie Zuun Canchi, która kryje 1,2 mld spośród 7 mld ton, na jakie szacowane są całe zasoby. Niemal połowa to węgiel koksujący stosowany w metalurgii. Tyle surowca wystarczy, by eksploatować kopalnię przez co najmniej 30 lat.

Surowców energetycznych w sąsiedztwie szukają też pozbawione zasobów naturalnych, wysoko uprzemysłowione Japonia i Korea Płd. Dla Rosji czy USA uczestnictwo w eksploatacji Tawantolgoj oznacza zaś dostęp do taniego węgla. W Mongolii koszt wydobycia szacowany jest na 18 dol. za tonę, bo surowiec ulokowany jest płytko pod ziemią. W państwach zachodnich koszty mogą przekraczać 100 dol., bo węgiel z dostępnych warstw został już wyeksploatowany.

Leżące na południu pustyni Gobi złoża wymagają 7 mld dol. inwestycji (równowartość mongolskiego PKB). Wybudowane zostaną m.in. linie kolejowe, które połączą Tawantolgoj z Chinami i innymi państwami Azji. To właśnie dzięki zagranicznym inwestycjom Mongolia z jej nietkniętymi jeszcze bogactwami naturalnymi (poza węglem chodzi m.in. o złoto, uran i pierwiastki ziem rzadkich) może liczyć nawet na najszybszy na świecie, 50-proc. wzrost PKB w ciągu najbliższej dekady.

Zwiększenie podaży węgla może wpłynąć na jego światowe ceny. Choć UE wprowadza coraz bardziej restrykcyjne limity emisji CO2, rezygnacja z energii atomowej przez wiele państw europejskich wywołuje deficyt węgla. Mongolskie kopalnie mogą spowolnić nieunikniony w takiej sytuacji wzrost jego cen.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna