Aktualności | 2011-02-25
Kolejna wojna brandów. Tym razem alkoholowych?

Kolejna wojna brandów. Tym razem alkoholowych?

Jak czytamy w oświadczeniu PWW Polmos S.A.: „Alpejska jak każdy inny alkohol pity w nadmiarze szkodzi. Jednak według Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Warszawie jeszcze większą szkodę wyrządza nieświadomemu klientowi sama nazwa sugerująca alpejskie pochodzenie wytwarzanej w siedleckim Polmosie wódki.”

Można by wybuchnąć śmiechem na taką argumentację wojewódzkich urzędników. Wszak na co dzień delektujemy się sałatką grecką, sernikiem wiedeńskim, ruskimi pierogami, pierniczkami Alpejskimi Wedla, czekoladą Alpejską Goplany itd. „Dostępne na terenie całego kraju herbatniki Holenderskie wytwarzane na Podkarpaciu z ojczyzną van Gogha maja tyle wspólnego co kiełbasa Krakowska z Krakowem. Klient kupujący ciasto Karpatka zdaje sobie sprawę, że nie powstała ona w Karpatach, a Żubrówka nie jest z żubra.” - ironizują w PWW Polmos.

W Polmosie nie słyszeli też skarg od poszkodowanych i wprowadzonych w błąd klientów. Tak, jak media nie donoszą o protestach rządnych krwi miłośników jaboli Akropolis, Arizona, czy Bycza Krew. Tym to jednak najmniej przeszkadza pochodzenie i sposób produkcji... Niestety, urzędnicy wydają się nieprzejednani. Czyżby walka o trzeźwość narodu zaczynała się od walki o poprawność w nazewnictwie?

Na szczęście twórcza interpretacja przepisów nie wykracza poza granice województwa mazowieckiego i wódka Alpejska jest z powodzeniem sprzedawana poza jego granicami. PWW Polmos S.A. nie odda jednak bez walki prawa do używania nazwy także na Mazowszu. Patrząc w przeszłość szanse na wygraną są duże. Toczony przez lata spór o wódkę Chopin zakończył się sukcesem, a nazwana nazwiskiem naszego wielkiego kompozytora wódka to dziś jedna z niewielu polskich marek rozpoznawalnych całym świecie.

A może by tak na etykiecie produktów, obok szkodliwości spożycia i składu, dopisywać, że Gejsza Cherry nie powstała dzięki pracy japońskich dam do towarzystwa, a Żołądkowa nie jest wyrabiana z byczych wnętrzności. Kto wie, co jeszcze chodzi po głowach polskim urzędnikom?

Źródło:
www.epr.pl