Wyniki 11-12 spośród 12 dla zapytania: authorDesc:"LUDWIK TOMIAŁOJĆ"

Patrząc w przyszłość, korzystajmy nawet z "nawiedzonych" ekologów (2)


  W demokracji wszystkie grupy obywateli, w tym mniejszości, miały mieć prawo do uczestniczenia w kształtowaniu decyzji oddziałujących na środowisko i na warunki życia społeczeństwa. Jest złamaniem zasad demokratycznych narzucanie nam bez uprzednich szerokich konsultacji rozwiązań technicznych o potencjalnie silnym negatywnym wpływie na warunki życia i śmierci ludzi. A mimo to w dzisiejszej Polsce wielkie inwestycje, takie jak programy rozwoju gospodarczego kraju lub regionów, jak plany krajowej sieci dróg, wielkie inwestycje energetyczne czy zamiar wprowadzenia upraw roślin genetycznie zmodyfi kowanych, są opracowywane prawie potajemnie, bo z wykluczeniem ludzi mających wiedzę o możliwych tego skutkach społecznych i środowiskowych. Dopiero po ogłoszeniu gotowych programów, będących mniej lub bardziej jednostronnymi decyzjami technodespotów, do opiniowania łaskawie pozwala się włączyć społeczeństwu. Na co daje się mu nierealistycznie krótki termin poniżej jednego miesiąca! Co gorsza, na tak późnym etapie najdrobniejsza krytyka owych programów wywołuje alergiczne reakcje autorów. Co jest zrozumiałe: gotowego dzieła broni się zacieklej niż dopiero co zarysowanego. Jednak rozumni w sprawach społecznych ludzie, a o dziwo bywają tacy w gatunku Homo sapiens, np. w Skandynawii, wiedzą od dawna, że dopuszczać innych do opiniowania programów administracyjnych lub technicznych należy na etapie pierwszych planów. Przed wpadnięciem autorów w samozachwyt. "Im wcześniej zapyta się o zdanie zainteresowane strony, tym większe jest prawdopodobieństwo uniknięcia przyszłych konfl iktów", napisano w projekcie "Siła konsultacji" (Przegląd, 20.11.2011). Czemu nie zawsze tak się dzieje? Bo tu działa despotyzm władzy. W dyskusjach o metodach walki politycznej Jacques Derrida (w wywiadzie o terroryzmie) trafnie wskazywał, że "terroryzm" pojawia się jako akt desper[...]

Cztery minione dziesięciolecia i co dalej?


  Czynne życie obywatelskie rozpocząłem na początku lat 1970., równocześnie z powstaniem czasopisma AURA. W pierwszym dziesięcioleciu poza badaniami i nauczaniem zajmowałem się, w Związku Nauczycielstwa Polskiego, sytuacją bytową młodej kadry naukowej. Podróżowałem też po świecie nabierając doświadczenia, by potem podjąć działalność społeczną w Komitecie Ochrony Przyrody PAN. Od 1990 r. rozszerzyłem zainteresowania na relację między ochroną przyrody a gospodarowaniem, podejmując na kierunku "ochrona środowiska" wykład z podstaw rozwoju zrównoważonego, co wymagało dokształcania się w zakresie gospodarki i spraw społecznych. Pojawienie się AURY wśród czasopism przyrodniczych, tzw. ochroniarskich, początkowo nie obeszło mnie mocniej. Byłem wtedy typowym przyrodnikiem, dalekim od spraw gospodarczo-społecznych. Jednak narastające zanieczyszczenie środowiska, tragiczny ówczesny stan rzek, ginięcie lasów sudeckich z powodu kwaśnych deszczów, wymieranie europejskich populacji ptaków drapieżnych (w przypadku sokoła wędrownego nieomal całkowite) w wyniku wszechobecności DDT, rychło wpłynęły na docenienie także technicznej ochrony środowiska. Już wtedy z kolegami w publicystycznych wystąpieniach domagaliśmy się zaprzestania tępienia ptaków drapieżnych, uznawanych za poważne "szkodniki". W rezultacie, w r. 1975 ukazało się przełomowe rozporządzenie ministerialne obejmujące ochroną wszystkie ich gatunki, i choć jeszcze w niektórych kręgach zmiana ta wywoływała sprzeciwy, dziś dominuje już zrozumienie regulacyjnej roli tych ptaków w przyrodzie. Potem analiza historyczna zmian w stanie krajowej awifauny wykazała coś wysoce optymistycznego. W przeciwieństwie do wieku XIX i pierwszej połowy XX, kiedy wiele gatunków zmniejszało swą liczebność lub przestawało gniazdować, od lat 1970. wyraźnie przeważył trend progresywny. Więcej gatunków poczęło odbudowywać swój stan liczebny (bielik, żuraw, gęś gęgawa, łabędzie, itd.), niż wyk[...]

« Poprzednia strona  Strona 2