Wyniki 1-10 spośród 32 dla zapytania: authorDesc:"Dariusz Pręgowski"

Na Dobry Początek DOI:


  Po otrzymaniu od Redaktor Naczelnej propozycji prowadzenia stałego kącika tematycznego w Przeglądzie Geodezyjnym moje wahania nie trwały długo. Nie dlatego, że tęsknię do pisania i mam na tym polu duże doświadczenie - wręcz przeciwnie. W prowadzeniu tych cyklicznych artykułów widzę jednak szansę szerszego wyjścia na światło dzienne rozmaitych problemów, z którymi na co dzień stykają się pracownicy powiatów prowadzący zadania administracji związane z geodezją, które często są mocno powiązane z innymi dziedzinami, do których prowadzenia właściwe są powiatowe służby administracyjne. Mam tu na myśli zarówno ochronę gruntów rolnych i leśnych, gospodarkę nieruchomościami, jak i zadania związane z tematyka architektoniczno- budowlaną prowadzone przez starostę i inspektora nadzoru budowlanego. Bo przecież zarówno wykonywanie prac geodezyjnych, jak też praca administracji geodezyjnej, nie jest celem samym w sobie. Jesteśmy jako branża "jedynie" dostawcą wspomagających usług niezbędnych w toczących się procesach lub też dostarczycielem informacji i chcielibyśmy być gwarantem wiarygodnych danych, uzyskanie których jest niezbędne do prawidłowego przebiegu tych procesów. Myślę, że nie będę osamotniony w spostrzeżeniu, że wołania z powiatów są słabo słyszane wyżej. Nie ustosunkowuję się tu do słyszalności wołania wykonawców prac geodezyjnych, gdyż mają oni organizacje, które ich reprezentują w tym wołaniu. Jedno jest niezaprzeczalne - to przede wszystkim w powiatach styka się wykonawstwo geodezyjne z administracją geodezyjną. Problemy wykonawców prac są zatem powiatowej administracji doskonale znane i przede wszystkim od sprawności administracji tego szczebla zależy postrzeganie sprawnego, bądź nie sprawnego, funkcjonowania branży. W możliwości publikowania artykułów upatruję więc propagowanie tematyki problematycznej, która na co dzień jest powodem dodatkowych zmarszczek i słabo przespanych nocy. Nie będę się tu jednak skupiał jedynie na n[...]

A jednak ZUDy DOI:


  Przed "dużą" nowelizacją przepisów ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne (PGiK) z lipca 2014 r. starałem się bronić status quo zasad koordynacji usytuowania projektowanych sieci uzbrojenia terenu. Wydawało się, że proponowane zmiany idą za daleko. W mojej ocenie ówczesne zasady były ustalone odpowiednio, a dopieszczenia przepisów wymagały jedynie pewne kwestie związane z ujednoliceniem pojęć, które pojawiały się w Ustawie i w funkcjonującym jeszcze wtedy w obrocie prawnym odpowiednim rozporządzeniu. Pewien znajomy, który zajmował znaczące stanowisko u jednego z gestorów sieci, po podzieleniu się z nim smutną wiadomością o planowanych zmianach w zakresie procedur uzgadniania usytuowania projektowanych sieci, które wynikały z opublikowanych założeń zmian do Ustawy, zaproponował, żebym coś napisał na temat tych obaw, a on przy najbliższej kolacji z bardzo prominentnym politykiem (faktycznie, trudno było o lepszy adres!!!), wręczy mu je. Przysiadłem więc pewnego dnia i spłodziłem 3 strony. Streszczę w tym miejscu moje ówczesne obawy i spostrzeżenia odnoszące się do założeń zmian przepisów i uzasadnienia do nich. W mojej ocenie, po pierwsze, uproszczenie procedur uzgadniających (tzw. koordynacji) nie skutkowałoby zmniejszeniem pracochłonności urzędniczej w starostwach, gdyż ciężar kontroli nie poddawanych weryfikacji projektów przez zespoły uzgadniające pod względem ich zgodności z normami, musiałyby przejąć inne zespoły pracownicze, a mianowicie te, które wydają pozwolenie na budowę. Z powyższego wynikał niezmienny, planowany obowiązek oceny bezkolizyjności każdego projektu, lecz przez inne służby realizujące zadania rządowe w starostwach - proponowano bowiem uzgadnianie jedynie "na życzenie". Po drugie, wątpiłem o przewidywanym wpływie zmian na skrócenie czasu procesu inwestycyjnego, gdyż w założeniach do projektu zmian przepisów, przewidywało się zawiadamianie zainteresowanych i członków narady o jej terminie, co bez doprec[...]

Geodezyjne dylematy klasyfikatora gruntów - zawodu niszowego i ciekawego DOI:


  Na początku września 2015 r. w Puławach spotkali się klasyfikatorzy gruntów zrzeszeni w Polskim Towarzystwie Klasyfikatorów Gruntów. Tak, tak, dla niewiedzących - takie stowarzyszenie istnieje. I ja tam byłem, choć nie należę do Stowarzyszenia i nie zajmuję się praktycznymi aspektami klasyfikacji. Zagadnienia z nią związane, są jednakże bliskie każdemu "Powiatowemu". Wszak do zadań starosty należy między innymi prowadzenie dla obszaru powiatu gleboznawczej klasyfikacji gruntów. Jako że wrzesień mieliśmy piękny tego roku, a moje doświadczenia w tym zakresie nie są stale doskonalone, zgłosiłem swój udział i bez problemów uzyskałem akceptację. Moja wiedza na temat specyfiki i problemów pracy klasyfikatorów gruntów znacznie się podreperowała dzięki temu spotkaniu. Stąd też inspiracja do niniejszego artykułu. Szkolenie połączone było z zebraniem sprawozdawczo-wyborczym Stowarzyszenia. W związku z powyższym na całość spotkania składały się 3 części: część seminaryjna, część praktyczna oraz walne zebranie członków Stowarzyszenia. Chciałbym skupić się jedynie na tematyce części seminaryjnej, która poświęcona była dylematom członków Stowarzyszenia, dotyczącym sposobu kompletowania operatu z wykonanych prac klasyfikacyjnych. Uczestnicy seminarium sygnalizowali, że różne są wymagania w starostwach w tym zakresie, jak i oni sami nie do końca wiedzą, w jaki sposób kompletować dokumentację i kto ma jakie dokumenty podpisywać - klasyfikator, czy geodeta. Uświadomiłem sobie, że rzeczywiście, niedoprecyzowane przepisy mogą dostarczać wątpliwości i może warto dołożyć swoją cegiełkę do ujednolicenia stanowisk w tym zakresie lub wywołania dyskusji, bo sprawa faktycznie nie wydaje się oczywista… Gleboznawczej klasyfikacji gruntów nie poświęcono wiele miejsca w ustawie Prawo geodezyjne i kartograficzne. Znajdziemy tu jedynie definicję, delegację ustawową, stwierdzenie, że ma być ona przeprowadzana jednolicie dla całego kraju w oparciu o urzęd[...]

Był podział, czy go nie było? DOI:


  Życie "Powiatowego" pełne jest ciekawych przypadków wprost z życia wziętych. W tym numerze miesięcznika, zamiast filozofowania na tematy ogólne, opiszę Czytelnikom ciekawy przypadek, którego części zakończyły się w sądzie okręgowym dla sprawy cywilnej, i w wojewódzkim sądzie administracyjnym dla sprawy administracyjnej. I choć strony jeszcze nie doprowadziły do ostatecznego rozwiązania swojego problemu, to końca można się już domyślać. Otóż, pewnego razu do starosty wpłynął wniosek o ujawnienie nowego stanu prawnego w ewidencji gruntów i budynków od Państwa N (Nabywalscy). Do wniosku załączyli oni prawomocny wyrok sądu okręgowego (wydział odwoławczy) wraz z wyrokiem sądu rejonowego, z których to wyroków wynikało, że Państwo Z (Zobowiązalscy) zostali zobowiązani do złożenia oświadczenia woli, że przenoszą oni na rzecz Państwa N własność nieruchomości określonej jako działka 100/1 i pochodzącej z nieruchomości określonej jako działka 100 opisanej w odpowiedniej księdze wieczystej, a uwidocznionej na mapie sporządzonej przez biegłego sądowego i przyjętej do państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego pod określonym numerem (dane identyfikujące numery działek, operatów i nazwiska zostały zmienione na potrzeby artykułu i lepszej czytelności tekstu). W ewidencji gruntów do całości działki 100, zgodnie z treścią księgi wieczystej, ujawnieni byli wówczas Państwo Z. Cóż zrobił urzędnik? Mapa była, orzeczenia prawomocne były, wniosek był, … nic, tylko wprowadzać. I wprowadził w trybie czynności materialno technicznych: podział i zmianę właściciela działki 100/1. I sprawa się "rypła". Pewnie część z drogich Czytelników od razu zaczęła z niepokojem postukiwać w czoło. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że takie zobowiązanie nie przenosi jeszcze prawa własności. Art. 64 Kodeksu cywilnego określa, że prawomocne orzeczenie sądu stwierdzające obowiązek danej osoby do złożenia oznaczonego oświadczenia woli, zastępuje to oświadczen[...]

Chrońmy znaki lepiej (cz. 1) DOI:


  Z ochroną znaków geodezyjnych jest tak, że mniej więcej wiadomo na czym polega ta ochrona, ale tylko mniej więcej. Co prawda, pomimo drobnych braków, przepisy w tym zakresie wydają się proste i jednoznaczne, ale kiedy dochodzimy do praktyki, napotykamy pewne wątpliwości. Na szczęście, zagadnieniem tym zainteresowani są głównie wykonawcy prac geodezyjnych i starostowie. Obie te "strony" doskonale zdają sobie sprawę "w co się tu gra", nie wchodzą sobie w drogę, a nawet z radością współpracują. Zainteresowanie przejawiają również Ci, na czyim terenie posadowiono znak, jak i tradycyjni inwestorzy, lokalizujący infrastrukturę w pasach dróg. Znamiennym jest fakt, że chyba w najbardziej rozpowszechnionej aplikacji zawierającej aktualne przepisy prawa, praktycznie brak jest orzecznictwa w sprawie ochrony znaków geodezyjnych. Bawi też fakt, że szczątkowe orzecznictwo przyporządkowane przez autorów aplikacji odpowiednim artykułom ustawy w sprawie ochrony znaków geodezyjnych, to orzecznictwo poświęcone znakom granicznym, a nie znakom geodezyjnym, na co zresztą ostatnio zwróciłem im uwagę… Tradycyjnie, na początku przypomnijmy nieco krytycznie, co znajdziemy w naszych przepisach na temat ochrony znaków geodezyjnych. W art. 7 ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne (dalej: ustawa), poświęconym zadaniom służby geodezyjnej i kartograficznej, nie znajdziemy żadnego zadania bezpośrednio skierowanego ku osnowie geodezyjnej, a tym bardziej ku ochronie znaków geodezyjnych. Gdyby spróbować jednak gdzieś "podczepić" konieczność dbałości o osnowę, to najlepiej odnoszącym się to tego zadania punktem art. 7 jest pkt 1 w ust. 1: realizacja polityki państwa w zakresie geodezji i kartografii…. Brak odniesienia się w tym artykule do problematyki osnowy geodezyjnej może trochę dziwić, choćby z uwagi na znaczenie osnów geodezyjnych. Wyrazem tego znaczenia jest chociażby poświęcenie jej pierwszych merytorycznych przepisów ustawy, ujętych już w art[...]

Chrońmy znaki lepiej (cz. 2) DOI:


  W poprzednim numerze Miesięcznika starałem się przybliżyć Czytelnikom aspekty prawne zagadnienia ochrony znaków geodezyjnych i pewne ułomności przepisów. Zwróciłem też uwagę na to, że określona w § 4 rozporządzenia w sprawie ochrony znaków geodezyjnych, grawimetrycznych i magnetycznych (Dz.U.1999.45.454 z późn. zm. - dalej: rozporządzenie w sprawie ochrony) lista czynności, definiujących na czym polega ta ochrona, a także określona w § 9 lista czynności, do których w ramach tej ochrony zobowiązany jest starosta, w mojej ocenie jest zbyt krótka. Ochrona znaków geodezyjnych nie powinna bowiem ograniczać się jedynie do ich zabezpieczania przed naruszeniem, ale odpowiednie regulacje powinny zawierać również narzędzia do zapewnienia możliwości korzystania z osnowy pomimo strat. Zniszczenia znaków to rzecz normalna i nieuchronna. Ale co zrobić, żeby pomimo ich zniszczenia, zachować funkcjonalność osnowy? O tym przepisy milczą. W tym miejscu jednak, chciałbym podzielić się z Czytelnikami swoimi pozytywnymi spostrzeżeniami. To, że znaki "wypadają" jest rzeczą naturalną. W szczególności dotyczy to obszarów, na których następuje urbanistyczna i infrastrukturalna ekspansja. Największe straty w osnowie szczegółowej spowodowane są modernizacją dróg wraz z budową urządzeń technicznych - w stosunku do osnowy sytuacyjnej, a także ociepleniami budynków - w stosunku do osnowy wysokościowej. Jak z tym walczyć? Czy należy walczyć? I czy należy karać? Nie wyobrażam sobie, i chyba nikt sobie nie wyobraża, żeby znak osnowy geodezyjnej miał pierwszeństwo przed ociepleniem budynku lub modernizacją drogi. A co do karania, to wydaje mi się, że celem ochrony znaków nie powinno być przede wszystkim ściąganie grzywny, lecz zachowanie możliwości korzystania z osnowy. A zatem, w zbiciu tych spostrzeżeń, w mojej ocenie najistotniejsza jest dbałość o o[...]

O jednym roku i czterech latach DOI:


  To 12. numer miesięcznika, zamykający pierwszy rok pracy nad cyklicznym przygotowaniem materiału do kolejnych numerów w tej rubryce. Zazwyczaj taka okoliczność jest okazją do podsumowań. Niech więc i tym razem tak się stanie, a ze względu na tę okoliczność, reszty dopełni nie wąski temat merytoryczny, a kilka przemyśleń nad naszą ukochaną geodezją. Okiem powiatowego oczywiście. Jak widać już po tym pierwszym roku, tematów na kolejne numery w tym cyklu chyba nigdy nie zabraknie. Byleby starczyło ochoty na pisanie. Bardzo przy tym dziękuję "powiatowym": koleżance Hani Mierzwiak i kolegom Marcinowi Sosińskiemu i Krzysztofowi Sobczakowi, którzy zechcieli w ciągu tych 12 miesięcy poświęcić swój czas i podzielić się z Czytelnikami tematyką powiatową, która ich "gryzie". Jest wszak ta rubryka chyba jedynym miejscem, gdzie "powiatowi" mogą się swobodnie wypowiedzieć, napisać o swoich spostrzeżeniach, zająć stanowisko wobec kwestii niedopowiedzianych w przepisach, i do pisania w której, nieustająco zapraszam wszystkich geodetów powiatowych. Dowiedziałem się też ostatnio, że rubrykę tą czytają również niektórzy pracownicy naszego Urzędu Głównego, którzy biorą udział w konstruowaniu wciąż zmieniających się przepisów. A zatem warto? Warto! Zachęcam więc - podzielcie się z innymi swoimi przemyśleniami koleżanki i koledzy powiatowi. Kontakt do redakcji lub do mnie z łatwością znajdziecie. Szczerze mówiąc, liczyłem na nieco większą chęć udziału geodetów powiatowych w przygotowaniu tematów i materiałów. Mam nadzieję jednak, że to jedynie nieśmiałość i trudne początki. Tematy, które poruszaliśmy w ciągu tego pierwszego roku to między innymi: możliwość zmiany użytku leśnego na nieleśny, zasady funkcjonowania zespołów koordynujących usytuowanie sieci uzbrojenia terenu, zadania geodety przy opracowaniu zmian w klasyfikacji gleboznawczej gruntów, powiązanie przepisów o ochronie gruntów rolnych z przepisami dotyczącymi ewidencji gruntów i budynków,[...]

Wielkie żarcie - modernizacja na całego DOI:


  Modernizacja ewidencji gruntów i budynków to temat poważny. W szczególności, gdy realizuje się duży projekt, a takich obecnie jest sporo. Obserwuję, że powiaty przystępują do takich projektów z zamierzeniem hurtowego, zwłaszcza gdy proponowane są duże dofinansowania ze środków zewnętrznych, doprowadzenia swoich bazy danych do ideału. Nie ma się z jednej strony czemu dziwić - dofinansowanie rzędu 80-85% jest łakomym kąskiem, dla którego warto zaryzykować, aby dostosować bazy danych EGiB do obecnie obowiązujących przepisów. Tym bardziej, że terminy gonią. Przestrzegam jednak przed tym. Od nadmiaru jedzenia podczas jednego posiłku można się poważnie rozchorować, a czasem nawet zejść (p. "Wielkie żarcie" Marco Ferreriego). Ustawodawca pozostawił dość szerokie spektrum dla działań modernizacyjnych ujętych w § 55 rozporządzenia w sprawie ewidencji gruntów i budynków. Modernizacja ewidencji bowiem, to zespół działań technicznych, organizacyjnych i administracyjnych podejmowanych przez starostę w celu: 1) uzupełnienia bazy danych ewidencyjnych i utworzenia pełnego zakresu zbiorów danych ewidencyjnych zgodnie z wymogami rozporządzenia; 2) modyfikacji istniejących danych ewidencyjnych do wymagań określonych w rozporządzeniu. A zatem realizowany projekt nie musi od razu doprowadzić baz danych do ideału. Ma jedynie zmierzać do takiego celu. W każdym powiecie mamy inną sytuację - i tą związaną z etapem dostosowania baz danych do obecnych wymogów, i tą kadrową i infrastrukturalną. Gdzieś tam są jeszcze mapy analogowe, a gdzie indziej nie ma w bazie danych jeszcze budynków. Kiedy już wiadomo, że szeroki strumień środków do nas zmierza, warto dobrze przemyśleć, czym zająć się podczas takiego projektu. Moim zdaniem, przy dużym zakresie merytorycznym i ilościowym modernizacji, nie ma szansy na dobrą jakość. Z kilku powodów. Po pierwsze, nikt nie jest w stanie sprawować odpowiedniego nadzoru nad realizacją i wynikami prac - zarówno wykonawca p[...]

Ustalanie przebiegu granic działek według przepisów w sprawie EGiB - diabeł w szczegółach DOI:


  Temat ustalania przebiegu granic działek ewidencyjnych w oparciu o normy zawarte w § 37-39 rozporządzenia Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa w sprawie ewidencji gruntów i budynków (dalej: rozporządzenie w sprawie egib) od początku swego istnienia wzbudzał emocje. I tak jest do dziś. A w szczególności, w stosunku do ustaleń dokonywanych nie na gruncie, lecz "w remizie". Ale można już chyba zaryzykować stwierdzenie, że po kilku latach funkcjonowania tych norm w obrocie prawnym okrzepliśmy, a ponadto doczekaliśmy się już orzecznictwa i literatury fachowej w tym zakresie. Ustalaniem w remizie nie będę się dziś zajmował. Ostatecznie już raczej wszyscy zrozumieli, że tzw. "ustalenie", wcale tym ustaleniem nie musi być. A skąd takie ryzykowne stwierdzenie? Ano choćby z tego powodu, że zgodnie z § 39 ust. 2 i 3 wykonawca pomimo braku zgodnego oświadczenia stron, ustala przebieg granic, jednak w takim przypadku nie wolno mu oznaczyć trwale punktów granicznych. A zatem, prawdziwym ustaleniem można nazwać jedynie przypadek opisany w ust. 1, kiedy to posiadacze gruntów złożą zgodne oświadczenia dotyczące przebiegu granic działek. W moim przekonaniu, przypadek ten można utożsamić z nadaniem takiej granicy statusu "granicy prawnej" lub granicy "według stanu prawnego" jak kto woli, gdyż terminy te nie zostały jak dotąd nigdzie jednoznacznie zdefiniowane. W pozostałych przypadkach, to jest w przypadkach - gdy przebieg granic określa się według ostatniego stanu spokojnego posiadania lub analiz dostępnych materiałów, śladów, znaków, czy oświadczeń zainteresowanych podmiotów i świadków, tzw. ustalenie jest jedynie próbą tego ustalenia, mającą znaczenie najczęściej tylko dla możliwości realizacji innego, docelowego zadania geodezyjnego. Nie bagatelizowałbym jednak i tej czynności i oczywiście nie deprecjonowałbym tych regulacji rozporządzenia. Po pierwsze - wykonawca prac geodezyjnych może dość szybko i "z twarzą" wyjść z trudnej sytuacji po[...]

System PZGiK utopią? DOI:


  §7 rozporządzenia MAiC w sprawie organizacji i trybu prowadzenia państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego: Pozyskiwanie, ewidencjonowanie, przechowywanie, udostępnianie oraz zabezpieczanie materiałów zasobu, odpowiednio dla danej części zasobu, odbywa się z wykorzystaniem systemu teleinformatycznego [system PZGiK]. Wkraczając w przestrzeń tematów dotyczących systemów do prowadzenia PZGiK od razu zaznaczam, że przestrzeń ta jest mi znana tylko na tyle, na ile powinna być znana każdemu urzędasowi powiatowemu. Nie będę się więc zbyt wiele mądrzył i dywagował nad zakamarkami architektonicznymi, czy funkcjonalnymi systemów, a już broń Boże nie będę próbował oceniać konkretnych systemów. Pozostawiam to specjalistom. Na swój jednak rozum "powiatowego", postaram się zebrać w tym miejscu to, co jest najważniejsze z perspektywy urzędasa w tej materii. Ktoś może zapytać czy mam prawo? Otóż wydaje mi się, że teraz już tak. Właśnie przeżyłem rewolucję informatyczną na "swoim podwórku" i odnoszę wrażenie, że przez 4 miesiące, postarzałem się o 4 lata… Czasami zastanawiam się - jak bardzo wnikliwie powinien taki "powiatowy" zgłębić tajniki informatyki: budowy systemów informatycznych, UMLi, GMLi, WFSów, WMSów. Zawsze wtedy na szczęście ciśnie mi się do głowy już chyba oklepany przykład z samochodem i kierowcą. Przejechałem już szczęśliwie prawie milion kilometrów (dla jednych słabo, dla innych dużo), miałem jeden (tylko!) wypadek (w krainie, gdzie wielbłądy nie używają kierunkowskazów), a nadal nie znam szczegółowo budowy mechanizmów samochodowych. Wiedza ta, nie była mi jak dotąd potrzebna. Jakoś z tego powodu jednak nie jest mi wstyd i odnoszę wrażenie, że niewiele straciłem… Pomimo to jeżdżę, a znajomi mówią mi, że świetnie (to jest - bezpiecznie!). Jeśli już jesteśmy przy samochodach, to pociągnijmy ten temat dalej myśląc o systemie PZGiK. Z moim autem jest nam razem dobrze. Co jakiś czas jadę na przegląd (muszę, bo r[...]

 Strona 1  Następna strona »