Wyniki 1-10 spośród 45 dla zapytania: authorDesc:"A. Dębski"

Przygnieceni zadaszeniem

Czytaj za darmo! »

Do tragicznego wypadku przy pracy, któremu uległo czterech młodych pracowników (trzech z nich doznało śmiertelnych obrażeń), doszło 13 lipca 2010 r. na budowie w Zakopanem. Poszkodowani zatrudnieni byli przez firmę budowlaną, która wykonywała remont internatu dla sportowców. W ramach realizowanej inwestycji należało rozebrać dach i jego elementy konstrukcyjne, gdyż projektanci przewidzieli nadbudowę jednego piętra. Dach wykonany był z żelbetowych płyt pokrytych papą, ułożonych na żelbetowych belkach konstrukcyjnych. Przy dwóch ścianach dach wystawał poza obrys budynku o około 2 m i tworzył zadaszenie balkonów drugiego piętra, przymocowane do wieńców ścian. Do demontażu dachu przystąpiono bez projektu rozbiórki, przekazując ustnie pracownikom "technologię" opracowaną przez kierownika budowy, zgodnie z którą wycinali środkowe fragmenty belek spajające zadaszenia balkonów, pozostawiając części belek o długości od 1 do 2 m przy wieńcu ścian. Następnie pracownicy wchodzili na zadaszenie balkonów i wykuwali, używając młotów udarowych, przy zewnętrznej jego krawędzi, dwa otwory na wylot w odległości od siebie około 1,5 m, po czym odkuwali na długości około 2 m, przy wieńcu, otwory w betonie, w taki sposób, że u[...]

Źle zorganizowana praca na wysokości


  W jednym z zakładów województwa małopolskiego doszło do śmiertelnego wypadku przy pracy, któremu uległ pracownik gospodarczy. W dniu zdarzenia, w godzinach rannych, rozładowywał on wraz ze współpracownikiem - przy użyciu wózka jezdniowego z napędem silnikowym - samochód ciężarowy z materiałami produkcyjnymi, transportując je z placu rozładunkowego do hali magazynowej. Okoliczności wypadku Brama wjazdowa do pomieszczeń magazynowych zakładu od jakiegoś czasu nie działała prawidłowo (zacinał się mechanizm podnoszenia), w związku z czym pracownik poinformował swojego przełożonego o tym, że zamierza sprawdzić przyczynę awarii. Przełożony był przekonany, że do tych czynności użyje on, będącego na wyposażeniu zakładu, przejezdnego podestu roboczego ze schodami i powiedział mu, aby nie dokonywał naprawy mechanizmu, a jedynie jego oględzin. Poszkodowany poprosił współpracownika o pomoc przy zaplanowanych czynnościach, informując go jednocześnie, że przywiezie wózkiem jezdniowym kosz transportowy, co ułatwi im naprawę. Współpracownik poinformował przełożonego, iż będzie pomagał koledze. Przełożony ponownie zabronił pracownikom dokonywania jakiejkolwiek naprawy, a jedynie zezwolił na sprawdzenie przyczyny awarii. Współpracownik poszkodowanego, po dotarciu w okolice niesprawnej bramy hali magazynowej, zobaczył wózek jezdniowy zwrócony widłami w kierunku wrót, widły opuszczone były na posadzkę, a nad[...]

Ślimak zmiażdżył dłoń


  W zakładzie produkcyjnym zajmującym się przerobem tworzyw sztucznych doszło do ciężkiego wypadku przy pracy, w którym pracownik doznał zmiażdżenia lewej dłoni i w efekcie amputacji trzech palców. Poszkodowany obsługiwał maszynę do produkcji granulatu tworzywa sztucznego. Maszyna ta pobiera z zasobnika poprzez pionowy podajnik ślimakowy surowiec, tj. rozdrobnioną folię tworzywa sztucznego, którą następnie topi i przetwarza na nici, które z kolei cięte są na granulat. Poszkodowany wykonywał pracę przy tej maszynie po raz pierwszy. Około godziny 14.00 podajnik został zapchany, ślimak podajnika został unieruchomiony. Różne wersje Poszkodowany w zeznaniach złożonych dwukrotnie inspektorowi pracy podał różne wersje zdarzenia: 1. Bezpośrednio po wypadku powiedział, że w związku z zatrzymaniem maszyny przeszedł do jej tylnej części, gdzie znajdował się otwór rewizyjny podajnika ślimakowego. Był przekonany, że maszyna jest trwale unieruchomiona i podczas czynności związanych z przepychaniem podajnika nie uruchomi się. Wobec tego włożył lewą dłoń do otworu rewizyjnego i zaczął wyciągać zalegający tam surowiec. Jednak w pewnym momencie maszyna ruszyła, a uruchomiony ślimak podajnika pochwycił dłoń poszkodowanego; po chwili ślimak podajnika ponownie się zatrzymał. Poszkodowany próbował przy użyciu klucza skierować ślimak w stronę przeciwną do jego obrotów, jednak nie udawało się to. Samodzielnie nie mógł wydostać dłoni z wnętrza podajnika, więc zaczął krzyczeć. Na miejsce wypadku przybiegł pracodawca z innym pracownikiem. Wyłączyli maszynę i odkręcili silnik przy ślimaku podajnika, następnie unieśli nieco ślimak i poszkodowany mógł wydostać z niego uwięzioną dłoń. 2. W zeznaniach, złożonych inspektorowi trz[...]

Kolejna śmierć na budowie


  Na terenie jednego z placów budowy w Krakowie doszło do śmiertelnego wypadku pracownika podczas wykonywania mikropali w wykopie w podwórzu remontowanego budynku. Dwaj pracownicy przy wykorzystaniu wiertnicy ręcznej głębili otwory w podłożu wykopu, aby wypełnić je następnie specjalną mieszanką betonową. Oprócz nich na budowie świadczyły pracę osoby zatrudnione u innych podwykonawców, m.in. operator żurawia oraz hakowy. Bezpośrednio przed wypadkiem przystąpili oni do transportu pustego pojemnika na zaprawę budowlaną, wykorzystując ustawiony na budowie żuraw wieżowy typu LIEBHERR 71EC - B5. Pojemnik transportowany był z balkonu na drugim piętrze remontowanego budynku na poziom pierwszego piętra budynku po przeciwległej stronie, gdzie w pomieszczeniu znajdowała się zaprawa budowlana, nad wykopem, w którym pracowali ludzie. Po podpięciu przez hakowego do zblocza żurawia, na zawiesiu czterołańcuchowym, pojemnika na zaprawę, operator rozpoczął transport. Operator stał w pomieszczeniu, gdzie znajdowała się zaprawa i obsługiwał żuraw przy użyciu urządzenia zdalnego. Tymczasem hakowy przemieszczał się wewnętrznymi drogami komunikacyjnymi remontowanego budynku do pomieszczenia z zaprawą, aby ją załadować do pojemnika. Gdy zbliżył się do operatora żurawia, zauważył, że przystępuje on do czynności związanych z wciągnięciem pustego pojemnika na zaprawę do pomieszczenia. Postępowanie takie doprowadziło do zetknięcia lin żurawia z betonowym gzymsem budynku, wystającym poza jego obrys o około 1,4 m dwie kondygnacje wyżej. Po zetknięciu z gzymsem doszło do pęknięcia liny żurawia, wys[...]

Niekompletne rusztowanie przyczyną śmierci


  Firma budowlana wykonywała prace związane z przygotowaniem stropu do dalszych robót w budynku jednorodzinnym, wznoszonym w podkrakowskiej miejscowości. W związku z mającymi nastąpić niebawem pracami montażowymi więźby dachowej (prace miały być wykonywane przez inną firmę) pracownicy wraz z pracodawcą musieli uprzątnąć poziom stropu z belek szalunkowych, elementów drewnianych i odpadów. Belki zdejmowane były ze stropu i transportowane w miejsce tymczasowego składowania - stawiane na sztorc na podłoże obok wjazdu do garażu wznoszonego budynku. Pracodawca wszedł na strop budynku nad pierwszym piętrem i podawał belki szalunkowe późniejszemu poszkodowanemu, który stał na rusztowaniu (metalowym, ramowym, elewacyjnym, o wysokości podestu roboczego około 2,30 m, ustawionym na stropie garażu). Pracownik podawał z kolei belki przebywającemu na stropie garażu współpracownikowi, który przenosił je i odstawiał w miejscu tymczasowego składowania. Praca przebiegała bez zakłóceń do około 12.45, kiedy pracodawca powiedział swoim pracownikom, że musi zrzucić ze stropu odpady i w związku z tym nastąpi chwila przerwy w wykonywanych czynnościach. Pracownik znajdujący się na stropie garażu postanowił w trakcie przerwy zebrać wodę opadową, która nagromadziła się wewnątrz budynku i w tym celu skierował się do jego[...]

Znowu upadek z wysokości


  Pracownik około 9.30 przystąpił do prac remontowych pokrycia wiatrołapu jednego z budynków osiedla mieszkaniowego. Pomagał mu współpracownik, który przynosił materiały budowlane (papę, lepik) z miejsca składowania, oddalonego o około 200 m. Wiatrołap przeciekał, w związku z czym należało wymienić papę stanowiącą jego pokrycie oraz wykonać stosowne uszczelnienia. Pracownik wszedł na dach wiatrołapu przez okno klatki schodowej, znajdującej się bezpośrednio nad nim. Wiatrołap od strony frontowej budynku ma murek o wysokości około 0,5 m, jego krawędzie boczne nie są obmurowane czy obarierowane. Podczas wykonywania prac, około godziny 11.50 pracownik spadł z wiatrołapu po lewej stronie wejścia do budynku, z wysokości 3,7 m na podłoże - wjazd do garaży - wyłożone betonową kostką. Poszkodowanego odnalazł jego współpracownik. W wyniku upadku poszkodowany doznał urazu czaszkowego i stracił przytomność. Biorąc pod uwagę okoliczności zdarzenia, oględziny miejsca wypadku oraz wyjaś[...]

Naprawa na skróty i ciężkie obrażenia


  W styczniu br. doszło do ciężkiego wypadku przy pracy, któremu podczas czynności naprawczych ładowarki uległ pracownik tartaku. Do transportu kłód drewna na terenie zakładu wykorzystywane były dwie ładowarki wyposażone w widły. Maszyny sprawiały problemy eksploatacyjne od jakiegoś czasu i były naprawiane przez męża właścicielki tartaku i pracownika (późniejszego poszkodowanego) w dniach poprzedzających zdarzenie. Okoliczności Ustalenie okoliczności zdarzenia było trudne z uwagi na znaczne rozbieżności w zeznaniach poszkodowanego i świadków wypadku. Kierowca ładowarek wyjaśnił, że powiedział poszkodowanemu, iż przy ładowarce, przy której doszło później do wypadku, układ kierowniczy nie funkcjonuje prawidłowo i trzeba to sprawdzić. Pozostali pracownicy zeznali, że od chwili rozpoczęcia pracy w dniu zdarzenia poszkodowany zajmował się wraz z nimi przecieraniem drewna w hali traka, a dopiero tuż przed wypadkiem opuścił stanowisko pracy i udał się do niewiadomego dla nich miejsca. Poszkodowany natomiast twierdził, że w dniu wypadku, podobnie jak w dniu poprzedzającym zdarzenie, zajmował się naprawą ładowarek zakładu, aby jedna z dwóch ładowarek była ciągle "na chodzie". Polecenie naprawy ładowarek wydał poszkodowanemu mąż właścicielki, aczkolwiek ona też wiedziała, czym zajmuje się pracownik, gdyż widziała go w trakcie wykonywania napraw. Około godziny 11.00 mąż pracodawczyni zabrał wymontowane przez poszkodowanego z ładowarki pompy hydrauliczne i pojechał z nimi do punktu serwisowego, a przed wyjazdem wydał poszkodowanemu polecenie sprawdzenia funkcjonowania siłowników skrętu jednej z ładowarek, co zajęło mu około 3,5 godziny. Około 14.30 kierowca ładowarki podjechał nią w miejsce postojowe i zlecił poszkodowanemu zamianę siłowników skrętu w ładowarkach, gdyż ten mechanizm nie działał prawidłowo.Poszkodowany stwierdził, iż nie zdąży wyko[...]

Amputacja na frezarce


  W jednym z małopolskich zakładów zajmujących się produkcją mebli wydarzył się ciężki wypadek przy pracy, podczas którego pracownik zatrudniony jako stolarz doznał amputacji urazowej czterech palców lewej dłoni. Stolarz w dniu zdarzenia rozpoczął pracę około godziny 7.00. Zajmował się przygotowaniem listew stanowiących element konstrukcyjny ram do produkowanych w zakładzie łóżek. Aby wykonać te listwy, wykorzystywał pilarko‑frezarkę, na której wycinał czopy w listwach oraz frezarkę dolnowrzecionową, służącą do wykonania gniazd w listwach, będących miejscem osadzenia czopów listew. Zwykle listwy poddawane frezowaniu są sosnowe bądź jodłowe, natomiast bezpośrednio przed wypadkiem pracownik pobrał do frezowania listwę modrzewiową, z natury twardszą. Listwa miała długość 1,38 m, szerokość 0,07 m i grubość 0,035 m. Ujął ją w dłonie i miał wyfrezować w niej trzy gniazda, co według przyjętej w zakładzie technologii odbywało się poprzez dociśnięcie listwy do obracającego się frezu w zaznaczonych miejscach, płaszczyzną 1,38 × 0,035 m. Podczas zbliżania listwy do frezu, wystającego poza obrys przy‑kładnicy maszyny o 0,03 m, w pierwszym zaznaczonym miejscu, listwa zaczęła drgać, a stolarz odsunął ją od frezu, po czym ponownie docisnął listwę, używając zwiększonej siły, aby zlik[...]

Upadek z niekompletnego rusztowania


  Dwaj pracownicy przyjechali na plac budowy, gdzie wykonywano prace remontowe, związane m.in. z montażem pleksiglasowego zadaszenia balkonu pierwszego piętra, na wysokości około 6 m. W dniach poprzedzających wypadek inni pracownicy zamontowali stalową konstrukcję zadaszenia, do której należało przytwierdzić pleksiglasowe płyty. W zakres prac pracowników wchodziły także obróbki blacharskie zadaszenia i montaż rynien. Pracodawca przeprowadził w godzinach rannych krótkie szkolenie bhp w zakresie wykonywanych prac, po czym oddalił się z budowy. Pracownicy oglądnęli miejsce montażu i stwierdzili, że najlepiej będzie go wykonać z rusztowania elewacyjnego, którego elementy składowe, będące własnością pracodawcy, znajdowały się na placu budowy. Nie posiadali uprawnień do montażu rusztowań budowlanych, jednak przystąpili do ustawiania rusztowania. Po montażu rusztowanie oddalone było od ściany budynku o około 0,7 m, nie posiadało barier chroniących przed upadkiem od strony wewnętrznej, posadowione było na deskach umieszczonych na ziemnym podłożu. W celu ustabilizowania rusztowania pracownicy przywiązali rusztowanie drutem do barierki balkonu oraz przybili łaty do pomostów roboczych rusztowania i oparli je o barierki i cokół balkonu. R[...]

Upadek z wysokości


  W dniu wypadku pracownicy mieli kontynuować układanie rolkowanej wełny mineralnej, stanowiącej ocieplenie stropu wznoszonego budynku warsztatowego. Wełna miała być ułożona na sznurkach rozpiętych pomiędzy elementami konstrukcyjnymi drewnianego zadaszenia budynku. W dniu poprzednim pracownicy wykonali część prac, m.in. przymocowali sznurki do jętek konstrukcji dachowej w taki sposób, aby móc na nich bezpośrednio rozwijać wełnę. Do ułożenia pozostała im część ocieplenia, a pracę mieli wykonać z poziomu jętek. Zgodnie z przyjętą "technologią" montażu ocieplenia rolki wełny należało przetransportować na poziom konstrukcji dachowej. Transport rolek pracownicy wykonywali ręcznie. Jeden z pracowników wyszedł po rusztowaniu i drabinie drewnianej na konstrukcję dachową znajdującą się na wysokości około 4,2 m, drugi stał na rusztowaniu, trzeci stał na posadzce. Rolki składowane były na konstrukcji dachowej, na deskach rozłożonych pomiędzy jętkami. W trakcie tych prac pracodawca znajdował się w innej części pomieszczenia, gdzie mierzył profile konstrukcyjne ścianek działowych. Pracownik układający rolki przemieszczał się po deskach luźno ułożonych na jętkach konstrukcji dachowej i bezpośrednio po tej konstrukcji. Po przetransportowaniu w ten sposób około 20 rolek wełny mineralnej jeden z pracowników zajął się przybijaniem sznurka do konstrukcji dachowej w miejscu, w którym odbywał się transport. Drugi z pra[...]

 Strona 1  Następna strona »